Kolejny rok minął ;)

Głupio tak nic nie pisać przez tak długi czas. Leniwa dupa ze mnie. Nie poprawię się już raczej. Ktoś na coś liczył?? No to się przeliczył ;)

A działo się duuuuużo. Tak dużo, że Ignacy skończył już roczek. Sam nie wiem kiedy to się stało. Trzask, dup i już!

No tak… Dzisiaj minęło 11 lat! ;)

Dokładnie 11 listopada 2004 roku stało się coś przedziwnego, co słowo po słowie pamiętam do dzisiaj. A było tego w sumie przez pierwsze 3 dni ok 24 godzin! Jak można pamiętać każde słowo z pierwszej rozmowy? A raczej pierwszej „zaczepki”?? (chyba wymyśliłem to przed fejsem ;)  )

To proste: wystarczy skopiować archiwum Gadu-Gadu, posłać na wszystkie możliwe maile i nie zginie…

Chcecie małą próbkę?? Pisownia autentyczna, bo jakoś szybko się pisało wtedy. Polecam zwrócić uwagę na 38 minutę rozmowy czyli fragment oznaczony na czerwono… To co było dalej, zwłaszcza w 3 wieczór nie zdradzę nikomu!!! ;)

Reszta poszła szybko. Po tygodniu spotkanie. Potem…(a co się chwalił będę)… Po miesiącu wspólne mieszkanie a teraz… dwóch genialnych synów!
Tak to się robiło kiedyś w dawnych czasach, drogie mniej romantyczne komputerowe dzieciaczki ;)

I jak tu się nie zabujać po tych kilku zdaniach…

1 września. Homer został STARSZAKIEM!

Mocne było jego zdziwienie, kiedy w tym zazwyczaj cichym i spokojnym miejscu, zobaczył dziesiątki „nowych dzieci, rodziców, dziadków, cioć, wujków i innego zbędnego pospólstwa… Wyglądał jak okręt zagubiony na samym środku oceanu, bezskutecznie wypatrujący znanego lądu…

I nagle przyszło zbawienie. Mocna dziewczęca ręka pociągnęła go za sobą z prędkością huraganu. Oczywiście we właściwym kierunku. Co z tego, ze bez papci.

Zośka, coś z tego musi być!! Kiedyś, gdzieś… ;)

Pierwsza noc w domu

Właśnie mija 21 godzina pobytu Ignasia w domu.

Lubi jeść, lubi spać, lubi jeść, i jeszcze lubi jeść, i spać.

A czego nie lubi?? Zdjęć z zaskoczenia…

Byle do domu ;)

My czekamy na Was.

Wy czekacie na pierwszy dzień w domu… ;)

Pierwszy dzień, pierwsza noc…

Minął już ponad jeden dzień od momentu kiedy bezimienny nadal Skipper, dołączył do naszej rodzinki. Tak oficjalnie i organoleptycznie. Bo w sumie znamy łobuziaka już jakieś 9 miesięcy, kiedy tak niespodziewanie zagnieździł się wiadomo gdzie. I w sumie wiadomo jak… ;)

I znowu jest jak 5 lat temu czyli… kompletnie nic się nie zmienia.

Nie ma trzęsienia ziemi, nie ma wariactwa, paniki, rzucania wszystkiego co do tej pory było ważne. Jest NORMALNIE! Tak normalnie jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, że teraz mamy 2+2. Bo tak naprawdę jest to całkiem naturalne. Przynajmniej w tych domach, gdzie takie wydarzenia są całkowicie chciane i celebrowane od pierwszej minuty…

Na koniec kilka zdjęć z wczorajszego dnia…

Homerowo rośnie w siłę!

Lepszego dnia chyba nie można sobie wymarzyć na ponowne rozpoczęcie uzupełniania niniejszego dzienniczka. Dzienniczka!! Podkreślam ;)

A co zaszło właśnie dzisiaj, czyli 24 sierpnia 2015 roku, dokładnie na miesiąc przed 42 urodzinami Taty Homera??

A TO zaszło…

Przerwa – nie do końca – techniczna…

Dużo się działo – mało pisało.

Obiecuję poprawę.

Egejn… ;)

Help!

Homer postanowił poczytać. No może prawie, bo jakoś ze składaniem literek w logiczne ciągi zwane zdaniami, nie jest u niego najlepiej. Prawo wieku!

Siedzi sobie pod półką z książkami. Szpera, szuka, myśli….

No gdzie ten pomidor…Nie ma pomidora… Ale był… Na pewno…

Nagle, zniechęcony patrzy w stronę Taty Homera i rzecze:

- No pomógłbyś mi szukać! Przecież masz lepszy wzrok niż ja!!

;)

40 lat minęło…..

Dziś po raz pierwszy uaktywniła się Homerowa rodzicielka w związku z wielkim świętem w rodzinie. Tata Homera ma dziś okrąglutkie, tłuściutkie, zasłużone 40-te urodziny!!!!! W związku z powyższym mama Homera wraz z Synem upiekła piękne ciasto, słodkie babeczki i liczy na to, że pani w ukochanym przedszkolu Potomka pomoże zrobić laurkę. Wczorajszy czas zaplanowany na zrobienie wyciskającej tatusiowe łzy wzruszenia laurki, oboje z Homerem poświęciliśmy na…. drzemkę :) tatusiu kochany najlepsze życzenia marzeń spełnienia życzą Ci najbliżsi :D słodkiego życia z nami!

Wyznania Taty Homera

Co dzisiaj zesłał mi los:

Mam zatkane uszy;
Mam katar;
Mam przemoczone buty;
Mam 40 lat!

Sam nie wiem co gorsze ;)

Tata na medal!

Wspominałem, że mi odbiło i z całą stanowczością, brnąc coraz mocniej w nienawiść do biegania, postanowiłem ukończyć półmaraton??

No to ukończyłem. Przeżyłem. I nie byłem ostatni.

Taki zdolny ten Tata Homera ;)

Pierwszy dzień Homera Przedszkolaka ;)

I stało się to co miało się stać, dokładnie 2 września ….. Dalej klasyka cytował nie będę, bo babcie czytają ;)

Homer wstał tego dnia jak co dzień. od razu jednak wpadł w ręce podnieconej do granic możliwości Mamy, na twarzy której rysował się przyklejony uśmiech zlekka stłumiony nutką pewnych obaw.

Bo jak to będzie, czy nie będzie płakał, czy będzie jadł, czy dzieci go polubią, czo on polubi dzieci, czy bluzka z czaszką jest odpowiednio cool… oj było tych mega ważnych wątpliwości co nie miara!

A co Homer na to?? No jak to Homer. Ubrał się, zjadł, wyszedł… Potem wszedł do przedszkola, nawet nie kiwnąwszy do mamuśki. I tak spędził pierwsze 5 godzin…

Punktualnie o 13.00 dwa niespokojne cienie przebierały nogami przed bramą przybytku wczesnoszkolnego. Razem. Ramię w ramie. Gotowi ocierać łzy syna, pocieszać, kupczyć czekoladą…

Problem pojawił się jeden… Za cholerę nie było takiej potrzeby!

Homer wyszedł. Błędnym wzrokiem objął zbiegowisko. W milczeniu powędrował przed siebie. Zero opowieści, żalu, radości. NIC!

Dopiero 30-letnie doświadczenie Dziadka Homera w pracy operacyjno-śledczej, ujawniło szereg ciekawych informacji z tego ważnego dnia. Nie wiem czy to za pomocą perswazji, precyzyjnego pieszczenia prądem, czy hipnozy, ale udało się. Homer zaczął śpiewać. Czasami nawet dosłownie.

Szczegółów nie zdradzam, bo moje istnienie byłoby wtedy pewnie zagrożone. Powiem tylko tyle: JEST DOBRZE! I niech tak zostanie…

Ważny moment!

No i stało się!
Po raz pierwszy w historii Homer wybrał się na środkowotygodniowy łikend bez swych staruszków! Całe 2 noce tylko z dziadkami… Niby nic wielkiego ale Mama Homera poryczała się jak niemowlę;)

Zapytacie co Homer na to??

No, tradycyjnie… Wystarczyło mu wytłumaczyć jaki jest plan, poczekać na jego OK, i tyle. Jak zawsze zero kłopotów. No takie to dziecko. Skarb czyli ;)

W tym czasie staruszki odnowili nieco mieszkanie. I naprawdę jest ładnie. Co prawda miało być to jedynie lekkie odświeżenie a skończyło się praktycznie na solidnym remoncie prawie wszystkich pomieszczeń. Ważne, ze Homer zaakceptował przemeblowanie swej sypialni, która już nie straszy brudną zielenią, dając poczucie niebiańskiego wręcz relaksu…

Wspomnienie ciepłych chwil ;)

Hej, to ja, Homer ;)  

Droga Olu, pragnę Ci serdecznie podziękować za te kilka chwil wspaniałych uniesień, które rozjaśniły mi dzisiejsze pochmurne dopołudnie. Takich jak Ty spotyka się niewiele, i chyba tym bardziej me gorące serducho rozpiera nieznana wcześniej radość.

Tatuś byłby ze mnie dumny, ponieważ zawsze powtarza, że zanim zachłyśniesz się urokiem jakiejś białogłowy, dokładnie podglądnij jej mamuśkę. A jeśli wierzyć jego subiektywnej ocenie, w tym teście Twoja mama zdecydowanie osiągnęła mocne 11 (w skali 1-10 oczywiście) ;) Dobrze, ze z chłopakami to nie działa. Bo chyba widać jaki ze mnie przystojne ciacho! Nie żeby staruszek był jakiś ostatni, ale… No właśnie ;)

Może jeszcze będzie nam dane spotkać się na jakimś lodziku, teraz (a mamy na to zaledwie 2 dni), lub za lat kilka czy kilkanaście. Oczywiście pewnie  w tym samym miejscu. Tak się jakoś wariacko składa, ze w Białogórze jestem już 4 raz, mój tata 9, a mama… aż wstyd się przyznać, chyba już 34! Więc łatwo nas namierzyć, bo obrastamy tutejszym mchem i borówkami. A jak nie, zawsze zostaje inne wybrane miasteczko.

Żeby już nie przynudzać, w załączniku masz kilka naszych niewinnych lodzików, znaczy ujęć. Oby i dla Ciebie to były chwile, jeśli nie tak jak dla mnie niezapomniane, to przynajmniej miłe.

Pozdrawiam

Homer

Białogóra wita nas! Egejn… ;)

No to jesteśmy! Jak co roku od niejednego roku. Dlaczego?? Bo tu nam dobrze i tu jest nasz 2 dom. Tyle!

Uwielbiamy nasze morze, wiem, ze nie zawsze ciepłe.

Uwielbiamy naszą aurę, wiem, ze nie zawsze pogodną.

Uwielbiamy ten las borówkodajny, wspaniałe trasy, miejsca pełne wspomnień, knajpy pełne szaleństw, biały piasek pełny… a czego, niech sam Homer się przyzna ;)

I choć co rok obiecujemy sobie jakieś zmiany, to zmieniamy najwyżej samochód, i z większymi lub mniejszymi przygodami docieramy TU.

I niech tak będzie kolejne dziesiąt lat!

Mała foto relacja z pierwszych dni:

Trochę się działo… ;)

I znowu długu nic się nie pisało. Ale wiadomo: brak informacji to dobra informacja. Więc wszystko w normie ;)

Homer zdążył skończyć 3 latka, dostał się na studia…znaczy do przedszkola. A nawet do dwóch, co w dzisiejszych czasach jest wynikiem wręcz genialnym! Co oczywiście jest też zasługą pewnej „żabki”, zwanej Mamą Homera;)

A tak ponadto to wszystko w normie. Planowy wyjazd urlopowy, jak co roku nad jedyne sensowne morze, zbliża się wielkimi krokami. I to nas cieszy. To nas rajcuje… będzie cudnie na bałtyckiej piaskownicy!

AHA! Ważne info: Tata Homera oszalał i od ponad 2 miesięcy regularnie przygotowuje się do startu w półmaratonie. Tak jest! Pan „wielki zadek” wczoraj przebiegł właśnie 16 km (w nie najgorszym jak na 106 kilowego amatora czasie 1.44), więc jest na dobrej drodze do pełnego sukcesu!

Tak 3-mać staruszku ;)

Homer ma 3 lata !!!

Tak ważny dzień trzeba uczcić ;)

dopiero teraz
naprawdę wiemy jak wygląda słońce
bo ty jesteś dla nas
kroplą słońca

dopiero teraz
naprawdę wiemy jak wygląda morze
bo ty jesteś dla nas
kroplą wody

dopiero teraz
naprawdę wiemy jak wygląda trawa
bo ty jesteś dla nas
kroplą zieleni

dopiero teraz
naprawdę wiemy jak wygląda życie
bo ty jesteś dla nas
kroplą istnienia

dobrze, że jesteś
bo bez Ciebie
to wszystko nie miałoby znaczenia
ty jesteś smakiem
wszystkich chwil
biegnących nam tu na ziemii.

Wszystkiego najlepszego Synu!
Nasz 3 letni największy Przyjacielu.

Błyskotliwe ;)

I jeszcze z cyklu „Błyskotliwe sentencje 3-latka” tekst z dnia wczorajszego, który obfitował w dwa radośnie śmierdzące wydarzenia (których bardzo nam brakowało przez ostatnie 4 dni!)

„Maryjko święta, tylko nie sadzajcie mnie zaś na kiblu!”

I co tu dodać ;)

Co to, co to, co to????

„I stało się to co miało się stać, dopiero 11 kwietnia, noż …………  ….!!!”

Słowa tej popularnej ludowej przyśpiewki, zlekka zmodyfikowane przez Tatę Homera, najlepiej oddają stan ducha tych ponad 30 milionów obywateli pewnego kraju nad Wisłą.

DZISIAJ NARESZCIE PO DŁUGIEJ ZIMIE ZAŚWIECIŁO NA NIEBIE TO…takie duże… żółte takie… nie, nie jajko… promieniste i podobno gorące…. Cholera, jak łatwo jest zapomnieć! Sami sobie dodajcie bo tatusiowa 40-stka puka już do bram resztek umysłu.

Tak czy inaczej stało się radośniej, cieplej i lepiej. I oby taki stan utrzymał się jak najdłużej, choć po szybkiej wymianie opon na letnie przez śląską Babcię, należy wnioskować, iż jeszcze jakieś 20 cm białego spadnie na nasze łby.

Tyle tej radości na dzisiaj…

Aha… Nic nie mówimy o naszym bohaterze.

Homer wstał bardziej radosny niż wczoraj, z wiadomego powodu o którym nie wspomnimy ;) Jego uśmiech jeszcze bardziej rozświetlił pokój niż to duże za oknem. Żeby pokazać młodemu jak pięknie jest na dworze… polu… na zewnątrz,  Tata Homera podniósł roletę a tu… dalej ciemno! Oj, chyba przy tych świętach ostatnich rodzice Homera zapomnieli o pewnej z zasady przezroczystej płaszczyźnie wyglądowej ;)